Mariusz Rosiak, czasopismo “Nurt”

“…W stosunkowo krótkim czasie Oleksiak stał się autorem znanym, rozpoznawanym na pierwszy rzut oka i popularnym. Sprzyjała temu zarówno solidność malarskiego rzemiosła, jak i typ ikonografii łączącej w sobie fotorealistyczny weryzm z dramatycznością wyrazów twarzy i gestów bohaterów tych płócien. Był w nich ładunek ładunek zimnej i przejmującej emocji wobec ludzkiego osamotnienia ( samotności w tłumie ) oraz wobec zniedołężnienia i bezradności człowieka, co można odczytywać zarówno w sensie dosłownym jak i metaforycznym. Najczęściej były to twarze ludzi starych, naznaczonyce bruzdami zmarszczek, wyblakłymi spojrzeniami, zdeformowane i nieobecne…”

“…Poprzez usytuowanie ich  w odrealnionym najczęściej tle zyskiwały wymiar transcendentalny. Istniały jakby na pograniczu światów, co Oleksiak często podkreślał z kolei sugestią rozgrywającego się właśnie dramatu…”

“…W kilku nowych obrazach znów jednak natarczywie powraca wizerunek własny, co zdaje się eksponować element intymności i prywatności świata obsesji Oleksiaka. Jest tu także jakaś młodopolska nuta, na której Oleksiak wygrywa wariacje na temat własnej postaci – sennej zjawy i żywego człowieka. Przede wszystkim jednak Oleksiak pozostaje dla mnie malarzem ludzkich twarzy ( nawet jeśli często nie mają one swojego odpowiednika w rzeczywistości), które traktuje z cała dosadnością rozkładającego się na nich światła – ostrego zazwyczaj i podkreślającego bryłę, każdą fałdę, zmarszczkę, włos niemal. Jest w tym coś z hiperrealistycznej pikanterii. Maluje zaś w manierze niemalże akademickiego fini – gładko, sterylnie i laserunkowo. Kolorystyka z reguły jest niemal monochromatyczna, zimna. Artysta niekiedy jednak wprowadza w nią jakby przebłyski dalekich świateł, lśnień, które z jednej strony uprzestrzenniają te płótna, a z drugiej wnoszą w nie swoisty i metafizyczny element ciepła.”